Kontakt

Wydawcą portalu internetowego „www.mysl.pl” oraz pisma - kwartalnika „Mysl.pl” jest: Fundacja im. Bolesława Chrobrego, ul. 5 Lipca 19A/10 70-376 Szczecin

Kontakt z koordynatorami portalu internetowego „www.mysl.pl”:

Informację oraz pytania prosimy przesyłać na adres poszczególnych koordynatorów myśli tematycznych lub lokalnych. Każdy z koordynatorów posiada maila w zależności od działu, którym się zajmuje np. dział myśl ekologiczna to adres e-mail: ekologiczna@mysl.pl lub dział myśl małopolska to adres e-mail: malopolska@mysl.pl. Jeśli wystąpią problemy, z którymi koordynatorzy poszczególnych działów nie będą mogli się zająć, wówczas prosimy o maila na adres: koordynator@mysl.pl 


Kontakt z redakcją kwartalnika  „Mysl.pl”

Sekretariat: Tomasz Pęski
e-mail: redakcja@mysl.pl
close
     Myśl.pl Twoją stroną startową  Szybki kontakt do redakcji        Piątek, 3 Września 2010    
Strona główna Portal Pismo Kontakt Newsletter Kluby myśli Sprzedaż Przyjaciele
  Zaloguj się     login  hasło  Rejestracja
wyszukaj      

artykuły
autor, tytuł, treść
użytkownicy
imie, nazwisko, email, miasto, województwo, pseudonim
Zobacz wszystkich użytkowników
Drukuj   
Pan Bóg Polski potrzebuje i dopóki świat ten jest to Polska będzie

Dlaczego Tadeusz Bielecki nie chciał Młodzieży Wszechpolskiej? Czym zajmował się Jędrzej Giertych zawodowo? Jak umarł Antoni Dargas? Emigracja narodowa w Londynie we wspomnieniach Władysława Dworaka (87 l.), ostatniego sekretarza Komitetu Politycznego Stronnictwa Narodowego na wychodźstwie i jego żony Marii Dworak (86 l.).

Ireneusz Fryszkowski: Podobno znała Pani Romana Dmowskiego osobiście?

Maria Dworak.: Nie. Choć moja starsza siostra Klementyna Sylwanowicz, która więcej pamiętała, mówiła mi zawsze, że znałam go jak miałam 5 lub 6 lat. Mój ojciec profesor prawa międzynarodowego na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie Edward Dubanowicz był prezesem Klubu Narodowo – Demokratycznego w sejmie do zamachu Piłsudskiego i w domu u nas w Warszawie odbywały się zebrania tego Klubu. Więc Dmowski – jak stwierdza moja siostra – bywał na tych zebraniach i musiałam go widzieć. A wie Pan, że Roman Dmowski oświadczył się mojej mamie Magdalenie Cieńskiej. On się nigdy nie ożenił i nie chciał się ożenić. Ale mamie się oświadczył jak miała 18 lat, choć trochę to było nie na serio. Podczas tajnego zebrania u mojego ojca przed wybuchem I wojny światowej na wsi w Pieniakach, na którym narodowcy ze wszystkich zaborów zastanawiali się jak ustawić się w razie wybuchu wojny. Moja mama była nastawiona bardzo patriotycznie i zainteresowana polityką, bywała na tych spotkaniach. Oświadczył jej się w oranżerii w ogrodzie. Może dlatego, że Dmowski był też botanikiem. Ale tak - wie Pan - to nigdy nie było na serio, tylko powiedział, że gdyby się żenił to tylko z panną Magdą.

Marian Szołucha: A Pan Panie Władysławie znał osobiście Dmowskiego?

Władysław Dworak: Niestety nie. Byłem na jego pogrzebie i to w sposób nieformalny, ponieważ mój brat Tadeusz Dworak pisywał do Warszawskiego Dziennika Narodowego i dał mi opaskę pod tytułem „prasa”. Jak ja miałem taką opaskę to cała straż porządkowa pogrzebu chętnie mnie wszędzie wpuszczała. Stąd byłem w najlepiej widocznym miejscu.

M.S.: Od kiedy związał się Pan z ruchem narodowym?

Władysław Dworak: Jeszcze przed II wojną światową należałem do NOG-i, tajnej organizacji gimnazjalnej. U mnie w domu było sześciu braci i dwie siostry. Synem mojego brata Tadeusza Dworaka jest były prezes TVP Jan Dworak. Wszyscy należeli do ruchu narodowego. W Warszawie gdzie później się przeniosłem robiliśmy różne akcje. Były np. wyprawy tego rodzaju, że w nocy wyrywaliśmy żydowskie tabliczki, żydowskie napisy i to wszystko wrzucaliśmy do rzeki. Ciekawe, że nikogo to nie obchodziło. Przechodzili ludzie, dziwili się i przyglądali, ale nawet się nie pytali, co się stało.

M.D.: Takie akcje robił też ONR, ale to było nieproduktywne i niechrześcijańskie. Fanatycy zawsze się znajdą w każdej organizacji.

W.D.: Na emigracji na początku było tak, że najpierw zawiązała się Politechnika Polska w Londynie. Ta Politechnika polegała na tym, że chodziło się na wykłady do angielskiej uczelni. Nagle po kilku latach brytyjskie ministerstwo oświaty zamknęło Polish Technical College, bo taką nazwę nosiła. Takie były początki narodowców w Anglii.

M.D.: Ja musze się przyznać, że o mało co nie wyszłam za mąż na emigracji za Emila Rojka, redaktora „Myśli Polskiej”. Ale potem doszłam do wniosku, że nie chcę jednak tego. On był dosyć ode mnie starszy, ale ja głównie się z nim zaręczyłam na podstawie politycznej i ze względu na dziennikarstwo. Byłam wtedy dziennikarką, należałem do związku dziennikarzy i to mi bardzo imponowało, że on jest redaktorem, dziennikarzem narodowego pisma i bardzo mądrym człowiekiem. Ja miałam wtenczas dwadzieścia lat, a on ze czterdzieści. Był kawalerem, nigdy się nie ożenił i jakoś tak myślałam, że to wspaniały człowiek, itd. Ja w ogóle byłam wychowana w kulcie starszych mądrych ludzi. Mój ojciec był starszy od mamy o czternaście lat i mówił zawsze do niej „dziecinko”. Więc ja myślałam, że starsi ludzie, mądrzy, są wspaniali.

W.D.: Ostatnie moje lata działalności to obecność w Komitecie Politycznym Stronnictwa Narodowego aż do jego likwidacji. Pełniłem wtedy funkcję sekretarza tego Komitetu, bardzo niewdzięczną, bo pociągało stałe dyskusje z prezesem Bieleckim na temat funkcjonowania Stronnictwa. Personalnie zaczęło się już wtedy wszystko chwiać, ponieważ byli prezesi, ale nie było członków partii. Na VII zjeździe Stronnictwa ostatnim, jaki był (4-6 września 1992 r. – przyp. redakcji) kierownictwo SN chciało narzucić zmianę nazwy. Wcześniej prezesem Stronnictwa został Antoni Dargas, który na tym stanowisku czuł się bardzo źle. Na końcu istnienia SN zaczęły się tarcia. Okazało się, że zaczęli zgłaszać się ludzie do Stronnictwa i chcieli przegłosować likwidację Komitetu Politycznego, który był faktycznie mózgiem Stronnictwa. Na ostatnim posiedzeniu Komitetu wysunięto postulat likwidacji na czele, którego stali tacy działacze jak Albin Tybulewicz i inni zwykli członkowie.

M.D.: Postanowili przegłosować i zmienić nazwę, w ogóle skończyć to Stronnictwo tu, tam założyć ZCHN, z którego cały czas do Londynu przyjeżdżali, namawiali Antoniego Dargasa, że SN ma być w ten czy inny sposób zlikwidowane. SN miało nie być, bo jak argumentowali jest już era globalizmu, integracji, itd., a nie narodowe i polskie stronnictwo.

W.D.: Posiedzenie Komitetu Politycznego, które miało zorganizować przekazanie całego dorobku Stronnictwa do kraju skończyło się na niczym. Dlatego, że cały szereg członków wypowiadało się za likwidacją Komitetu Politycznego i Stronnictwa, ale ja czekałem osobiście, kto postawi wniosek. A wniosek był pewny do zatwierdzenia. Niestety nikt nie chciał tego wniosku postawić. A ja powiedziałem zwolennikom takiego rozwiązania, że jeżeli chcecie zmian we władzach to najpierw trzeba mieć władzę. A w kraju jest olbrzymie pole do działalności takiej czy innej. Była jeszcze inna sprawa. A mianowicie, taka, że Antoni Dargas nie miał wyższych studiów. Przeważnie prezesi jak Tadeusz Bielecki, Kazimierz Kowalski mieli za sobą studia wyższe. Poza tym Antoni Dargas był z pochodzenia Kaszubem. To pociągało wielu m.in. mnie by wreszcie komuś z zachodu Polski powierzyć to prezesowanie, tak żeby Stronnictwo dobrze działało. Okazało się, że byłem w błędzie, bo żadnej działalności Antoni Dargas nie przejawiał. Moje przypuszczenie jest takie, że tak się przejął tym wszystkim, że umarł na atak serca (8 listopada 1991 r. – przyp. redakcji).

M.D.: On wyszedł w nocy z mieszkania, bo dostał telefon z Polski z wynikami wyborów (27 października 1991 r. – przyp. redakcji). i okazało się, że z powodu tej polityki, oczywiście nie tylko, ale że ta polityka Stronnictwa tu na emigracji przyczyniło się do tego, że ruch narodowy bardzo źle wyszedł w wyborach w Polsce. Politycy ZCHN roztaczali przed nim świetlaną przyszłość. A on nie wiedział i nie zdawał sobie sprawy jak jest naprawdę. Jak dostał telefon z Polski, to wyszedł na ulicę w nocy w pidżamie, bo już spał i umarł na ulicy.

I.F.: Jaki był powód, że Stronnictwo na emigracji nie chciało przekazać swego dorobku grupie Leona Mireckiego i Napoleona Siemaszki?

M.D.: No właśnie inspiracja zchnowska. Myśmy wielokrotnie dyskutowali z Napoleonem Siemaszko i Leonem Mireckim na ten temat.

W.D.: Poza tym, o czym już powiedziałem chodziło o to, że zwolennikom związku z ZCHN zależało na prezesie jako organie SN. Później wyszło, że poza Albinem Tybulewiczem zwolennikiem ZCHN był Wacław Netter. Przyznali się, że jeżeli będą mieli opanowane 100 proc. Komitetu Politycznego to będą mogli usunąć prezesa tj. Dargasa, który przejdzie do Komitetu Politycznego, ale bez znaczenia kompletnego, bo był już w bardzo złym stanie zdrowia. W razie powodzenia tego zamiaru miał się zebrać Komitet i powołać nowego prezesa. Pamiętam ostatnie posiedzenie Komitetu i postulat zmiany i odmłodzenia całego Komitetu i Zarządu Głównego. I taką zrobili komedię, że Netter działacz przedwojenny z Mazowsza i inni powiedzieli, że ktoś musi postawić wniosek. Niestety takiej osoby nie było. Stwierdzili, że Dargas w takim stanie nie może być w Komitecie Politycznym, bo musiałby być prezesem zarządu głównego, a to obniża powagę Stronnictwa. Zwrócili się do mnie, dlaczego nie chcę głosować za tym. Szybki znalazł się wniosek i kandydat do jego postawienia o zmianę sekretarza Komitetu Politycznego. Powiedziałem, że absolutnie za likwidacją Stronnictwa głosować nie będę. Na koniec posiedzenia Komitetu Tybulewicz głosował za zmianą, a Netter popierał. Na następnym posiedzeniu odwrotnie Netter stawiał, a Tybulewicz popierał. Po kilku takich razach zaczęto dziwić się dlaczego tak płytko idzie to wszystko. Schedę po Stronnictwie miał przejąć Wiesław Chrzanowski i Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe. Ja z nim rozmawiałem kilka lat temu, bo on żył w bardzo dobrych stosunkach z moim bratem Tadeuszem jeszcze z czasów okupacji niemieckiej. I bardzo pesymistycznie wypowiadał się o przyszłości ruchu narodowego.

M.D.: Na tym zebraniu był Wojciech Wasiutyński, przyjechał z USA i uratował sytuację, bo oświadczył, że w tym głosowaniu o zmianie nazwy Stronnictwa on nie będzie głosował za tą zmianą, że on całe życie był w Stronnictwie Narodowym i dlatego to nie przeszło. Ale i tak „Myśl Polska” przeniosła się do Polski. Myśmy po wojnie kilka razy jeździli do Polski i spotykali z Leonem Mireckim, który mieszkał w bloku Tadeusza Dworaka i pytaliśmy się, jaka jest sytuacja Stronnictwa w Polsce i on nam powiedział, że Stronnictwo nigdy nie było rozwiązane przez komunistów, czyli nie musi od początku się zawiązywać i może od razu działać, bo było tylko zawieszone. Zmiana nazwy, a więc faktycznie likwidacja Stronnictwa na emigracji oznaczałaby koniec ruchu narodowego w Polsce.

W.D.: Wasiutyński oświadczył mi wyraźnie w czasie zebrania, że narodowiec, jeżeli jest w ogóle narodowcem nie może składać wniosku o likwidację Stronnictwa. „Jeżeli chcecie – powiedział to dobrze złóżcie taki wniosek, a ja złoże do sądu partyjnego wniosek o jego nieważność, bo była uchwała, że nie wolno likwidować samemu Stronnictwa”. Tutaj kluczową rolę odegrał sam Wojciech Wasiutyński, zresztą działacz bardzo znany i poza tym wykształcony, czego o poprzednim prezesie Antonim Dargasie nie można było powiedzieć.

I.F.: Jak w działalności na emigracji widzą Państwo rolę Jędrzeja Giertycha? Spotkaliśmy się z różnymi opiniami pozytywnymi i negatywnymi, że głosił kontrowersyjne poglądy, że listy pisał bałwochwalcze w stosunku do ZSRR, do Nikity Chruszczowa. Jak było naprawdę, jak Państwo go oceniacie?

M.D.: Dosyć trudno odpowiedzieć na to pytanie. On miał takie dość ostre, oryginalne swoje własne posunięcia i poglądy. Był prawdziwym katolikiem i Polakiem, człowiek zacny i działający cały czas. Myśmy byli osobiście bardzo zaprzyjaźnieni z jego rodziną. Ale rzeczywiście był kontrowersyjny. Głosił rożne kontrowersyjne poglądy. Stronnictwo emigracyjne było bardzo mu przeciwne i go zwalczało. Mi się wydaje, że niesłusznie. Nie trzeba było go tak odsuwać.

W.D.: Cała rozgrywka, o której wcześniej mówiliśmy toczyła się bez wymienienia nazwiska Jędrzeja Giertycha. Rozmawiałem z Albinem Tybulewiczem krótko po śmierci Jędrzeja (zm. 9 października 1992 r. – przyp. redakcji). I on powiedział mi wyraźnie, że największą zakałą ruchu narodowego jest właśnie Jędrzej Giertych. Więc spytałem się go, a dlaczegóż on to właśnie. Tybulewicz odparł, że zepsuł cały plan przebudowy Stronnictwa w Londynie. Raz, że – moim zdaniem – nie było, co przebudowywać, a planu nigdy nikt nie ogłosił. Jędrzej Giertych opublikował wiele książek, a zarzut do Bieleckiego był zawsze taki: gdzie Pan ma swoje książki? Nie ma. Jest jedna „W szkole Dmowskiego” i to wszystko. Jędrzej Giertych był osobą, która poświęcała calutki swój czas i wszystko, co miał dla ruchu narodowego. Także jemu coś zarzucić nie można było. Ale była w Stronnictwie część osób, która chciała go politycznie zlikwidować. Z kolei winien tu był Antoni Dargas bo w razie zjazdu wszystkie papiery zjazdowe, porządek zjazdu i inne przesyłał pocztą Jędrzejowi Giertychowi kryjąc się przed resztą, dlatego, że Bielecki byłby wściekły. Wyraźnie Bielecki mi to powiedział kiedyś, że byłby wściekły gdyby się dowiedział, że ja wysyłam materiał do dyskusji dla Giertycha. Mimo to Giertych przychodził na zjazd i zawsze zabierał głos. Trudno powiedzieć czy miał zwolenników w Stronnictwie. Jednak nikt nie protestował przeciw jego udziałowi na zjeździe. Stąd zawsze mógł Dargas w ten sposób go na zjazd wprowadzić, a reszta musiała siedzieć cicho. Giertych nawet na zjazdach przemawiał, a kto by głosował, żeby go z sali usunąć to by przegrywał. Miał pełen autorytet.

M.D.: On nie miał jednak zdolności działania jakiegoś takiego ludzkiego, publicznego, był jakiś taki sam dla siebie. Nie był dobrym mówcą, ale pisał bardzo dużo. Był indywidualistą.

M.S: Jak doszło do tego, że Jędrzej Giertych został ojcem Państwa dziecka?

M.D.: Moi rodzice byli z nim w bliskim kontakcie. Giertychowie cierpieli biedę, ponieważ on został zdemobilizowany, dostali mieszkanie samorządowe. Jednak radzili sobie, bo byli bardzo dzielni i aktywni. Pamiętam jak Maciej Giertych przyjechał do Londynu taki mały chłopczyk z mamą i tymi trzema siostrzyczkami. Jędrzej Giertych pracował w nocy w piekarni, w ten sposób, że do pieca chlebowego wsuwał na szufli chleb. Ciężka była to praca, gorąco i w nocy. I w ten sposób zarabiał na tą rodzinę. Pracował też w największej w Londynie księgarni i gdzie porządkował książki, a więc zajmował zupełnie podrzędne stanowisko. Po jakimś czasie powiedzieli mu, że książki są bardzo ładne poukładane, jest już niepotrzebny i wyrzucili go. Po jakimś czasie zaczęto na emigracji mówić o nadchodzącej trzeciej wojnie światowej ze względu na wojnę w Korei. Pytali nas się Anglicy czy ta wojna wybuchnie. I ktoś kiedyś żartobliwie powiedział, że będzie wojna światowa, dlatego, że Giertych między dwoma wojnami zawsze zdąży mieć syna i trzy córki. Syna i trzy córki miał jak wybuchła w 1939 r., a tutaj na emigracji też miał syna i trzy córki. Nasi rodzice znali się z działalności Akcji Katolickiej na emigracji.

M.S.: Jak ocenia Pan Tadeusza Bieleckiego jako człowieka Panie Władysławie?

W.D.: Bardzo trudno mi oceniać tak wielką osobowość, jaką on był. Prezes nie trzymał się z ludem – że tak powiem - ale osobno z elitą, tzn. z wysokimi figurami emigracyjnej sanacji przede wszystkim. Jak 19 marca były imieniny Piłsudskiego i sanacja urządzała tutaj w jednym z teatrów londyńskich uroczyste zebranie to na pierwszych miejscach dla gości siedział właśnie Bielecki. A Giertych powiedział, że nie będzie w ogóle tam przychodził. Zaszczyty Bieleckiemu bardzo odpowiadały…

M.D.: … on był strasznie konformistyczny, jak polityk chciał żyć ze wszystkimi w dobrych stosunkach…

W.D.: Poza tym zdrowie nie zawsze mu dopisywało. Jędrzej Giertych miał za to żelazne zdrowie.

M.D.: Mąż cały czas na emigracji namawiał Bieleckiego, żeby w Polsce działał ruch Młodzieży Wszechpolskiej. I Bielecki tego absolutnie nie chciał. To było bardzo paskudne i po prostu powiedział mu: „Daj spokój! Nie wolno tak mówić”.

M.S.: Dlaczego nie chciano Młodzież Wszechpolskiej w Polsce?

M.D.: Bał się tych młodych, że oni nie dadzą zrobić w przyszłości właśnie tej likwidacji albo zrobią rozłam. Politycy starzy zawsze boją się młodzieży. Młodzież zawsze więcej jest radykalna i może być niebezpieczna.

M.S.: Jak pani ocenia stan narodowych środowisk w Polsce?

M.D.: Ja widzę przyszłość Polski narodowo-katolicką, uczciwą i porządną. Myślę, że Pan Bóg Polski potrzebuje i dopóki świat ten jest to Polska będzie. Bo teraz, to co się w Polsce wyrabia to naprawdę najlepsi Polacy załamują ręce. Po tamtej wojnie, tzn. I wojnie światowej mój ojciec otworzył w sejmie i prowadził lekcje nauki czytania i pisania dla posłów. Bo byli posłowie Witosa, którzy nie umieli czytać i pisać, ale byli to bardzo mądrzy i porządni ludzie. Więc potrafiło się coś zrobić pozytywnego i wykrystalizować. Jak Piłsudski zrobił zamach stanu, a potem sanacja mówiła, że niech będzie porządek i niech ktoś silny rządzi, że to było dla dobra Polski, bo Polacy nie potrafili się rządzić. Ojciec twierdził, że nie była to prawda, dlatego, że w tym czasie, kiedy Piłsudski zrobił zamach właśnie wtedy dochodziło już do stabilizacji i byłyby już rządy uporządkowane. Piłsudski dlatego zrobił zamach, że już wiedział o tym. Więc ja myślę, że idea narodowa, idea misji historycznej jest przyszłością dla Polski i musi się powoli wykrystalizować.

I.F., M.S.: Dziękujemy za rozmowę.



Źródło: Mysl.pl, nr 8, zima 2007/2008

Data utworzenia: 2008-03-19 02:13:09  

Data ostatniej modyfikacji: 2008-04-24 01:29:54  


Link do tego artykułu:

Wyślij link - Powiadom znajomego

E-mail znajomego:
Temat:
Treść:
 

close


» Zobacz wszystkie artykuły z tego działu «


Do tego artykułu nie dodano jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy.

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

  .lokalna myśl   
"Czuwaj"ący już od 100 lat
        W dniach 16 – 23 sierpnia br. krakowskie Błonia zostały opanowane przez świętujących swe 100-lecie harcerzy. Właśnie bowiem w  „Mieście Królów Polskich” świętują oni w tym roku stulecie powstania harcerstwa w Polsce. Uroczystości oficjalnie zainaugurowane zostały 17 sierpnia na Rynku Głównym w Krakowie. W oficjalnym otwarciu uczestniczyli m.in. pr
więcej»  | » Zobacz wszystkie artykuły z regionu«
e-technologia w Małopolsce
W Hołdzie Powstańcom Warszawskim

nowe profile w naszym serwisie ostatnio pisali

Piast
Sylwester
Chruszcz
Krzysztof
Tenerowicz
© 2008    j7 technologies
    myśl
.ekologiczna .emigracyjna .eurorealistyczna .geopolityczna .gospodarcza .katolicka .kulturalna .narodowa .naukowa .polityczna .prorodzinna .serbołużycka .wschodnia .zachodnia
    recenzje
.Znad Dniepru nad Odrę
.W.Cejrowski - Wart zachwytów, pióro wyśmienite
    aktualności
.Kanał kwartalnika Myśl.pl na YouTube.
.Klub Myśl.pl "Jakiej prawicy potrzebuje Polska?"
.Klub Myśl.pl o Wojciechu Wasiutyńskim - relacja
.Nowy dział "Sonda Myśl.pl"
.Podsumowanie konferencji "W świecie ideologii - wielkie doktryny polityczne"
    polecamy
."O Kresach na toruńskim uniwersytecie" - Toruń - 21-22.05.2010r.
."Fikcja czy rzeczywistość? Wybór audycji Radia Szczecin z lat 1946-1989"-31.03.2010r., Szczecin
."Pistolet do wynajęcia" - 14. 12. 2009 - Lublin - patronat Myśl.pl
.„Zbrodniczość polityki a cywilizacje”, Prof. Feliks Koneczny - 21.10.2009 r. - Świdnica
    galeria
.Pierwsza powojenna procesja Bożego Ciała we Lwowie.
.Polskie festiwale w Chicago
.Wyspy Kanaryjskie (Hiszpania), wybory do PE 2009
.Liban, wybory parlamentarne 2009
.Lwów dzisiaj
    sonda
Która z wakacyjno - historycznych propozycji wydaje ci się najbardziej atrakcyjna:
Rekonstrukcja Bitwy Warszawskiej
Bitwa pod Grunwaldem
Inscenizacja Bitwy pod Mławą
Oblężenie Malborka
Manewry wojsk Księstwa Warszawskiego
Obóz wojsk Jana Kazimierza
 

 :: Wyniki ::