Kontakt

Wydawcą portalu internetowego „www.mysl.pl” oraz pisma - kwartalnika „Mysl.pl” jest: Fundacja im. Bolesława Chrobrego, ul. 5 Lipca 19A/10 70-376 Szczecin

Kontakt z koordynatorami portalu internetowego „www.mysl.pl”:

Informację oraz pytania prosimy przesyłać na adres poszczególnych koordynatorów myśli tematycznych lub lokalnych. Każdy z koordynatorów posiada maila w zależności od działu, którym się zajmuje np. dział myśl ekologiczna to adres e-mail: ekologiczna@mysl.pl lub dział myśl małopolska to adres e-mail: malopolska@mysl.pl. Jeśli wystąpią problemy, z którymi koordynatorzy poszczególnych działów nie będą mogli się zająć, wówczas prosimy o maila na adres: koordynator@mysl.pl 


Kontakt z redakcją kwartalnika  „Mysl.pl”

Sekretariat: Tomasz Pęski
e-mail: redakcja@mysl.pl
close
     Myśl.pl Twoją stroną startową  Szybki kontakt do redakcji        Wtorek, 7 Września 2010    
Strona główna Portal Pismo Kontakt Newsletter Kluby myśli Sprzedaż Przyjaciele
  Zaloguj się     login  hasło  Rejestracja
wyszukaj      

artykuły
autor, tytuł, treść
użytkownicy
imie, nazwisko, email, miasto, województwo, pseudonim
Zobacz wszystkich użytkowników
Drukuj   
Dwa orły, jedno serce…

Od zarania dziejów zmianie barw narodowych przez sportowców towarzyszyły olbrzymie, często niezdrowe emocje. Co oczywiste, tym większe, im większy był for­mat samego sportowca. Apogeum osiągały one zazwy­czaj w momencie, gdy białego orła w złotej koronie za­stępował jego czarny kuzyn symbolizujący naszego za­chodniego sąsiada.

Gdy w ubiegłym roku, podczas finałów XIII Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej odbywających się na stadionach Austrii i Szwajcarii, Lukas Podolski pozbawiał naszą re­prezentację szans na sukces w meczu z Niemcami, wielu kibiców przeklinało chwilę, w której urodzony w Gliwi­cach młodzian podjął decyzję o grze dla Niemiec. War­to jednak pamiętać, iż zarówno on, jak i inny snajper – Miroslav Klose, nie są najwybitniejszymi niemieckimi piłkarzami o polskich korzeniach. Obaj ustępują zarów­no talentem, jak i boiskowymi umiejętnościami, Erne­stowi Wilimowskiemu. Popularny „Ezi” był – zdaniem fachowców – jednym z pięciu najlepszych piłkarzy wszechczasów. Historia jego życia i kariery to doskona­ły materiał na hollywoodzki przebój.  

Miejsce w historii piłki nożnej zapewniło Wilimowskiemu zdobycie czte­rech bramek w jednym meczu, a wszystko to w debiu­cie polskiej reprezentacji na III Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej (1938 r.). Było to osiągnięcie tym godniej­sze uwagi, iż bramki te zdobył w meczu z Brazylią. Praw­dziwe „spustoszenie” czynił również w polskiej lidze, w której w 86 występach strzelił 112 bramek, zostając kró­lem strzelców w 1934 i 1936 r. Kolejną koronę (1939 r.) zabrał mu wybuch II wojny światowej, która zresztą „skradła” ówczesnemu reprezentantowi Polski oraz Ru­chu Chorzów [do 1939 r. klub nosił nazwę Ruch Wielkie Hajduki; 1 kwietnia 1939 r., na mocy ustawy Sejmu Ślą­skiego, gminę Hajduki Wielkie przyłączono do Chorzo­wa – przyp. red.]. najlepsze lata kariery. Po jej wybuchu podjął decyzję o podpisaniu volkslisty. Opuścił Śląsk i wyjechał w głąb Niemiec, gdzie kontynuował karierę, będąc zawodnikiem 1. FC Kattowitz, PSV Chemnitz i TSV 1860 Monachium.  

W barwach swojej nowej ojczy­zny zaliczył 8 występów, trafiając do bramki przeciwni­ków aż trzynastokrotnie. Po zakończeniu wojny w Pol­sce został uznany za zdrajcę, a jego nazwisko wymaza­no z kart polskiej piłki nożnej. Karierę zakończył w 1959 r. Zmarł przeżywszy 81 lat, w 1997 r. w Karlsruhe. Wi­limowski, wychowany w mieszanej rodzinie, a ukształ­towany w dużej mierze przez ojczyma – Niemca, pyta­ny o narodowość, najczęściej nazywał się „Górnośląza­kiem”. O Polsce wypowiadał się podobno zawsze z du­żym sentymentem. Jedno jest pewne: był jednym z naj­wybitniejszych piłkarzy wszechczasów. 

Na piłkarza, choćby zbliżonej klasy, a legitymującego się polskim pochodzeniem, przyszło nam, a w zasadzie naszym zachodnim sąsiadom, czekać aż do czasów uro­dzonego w Opolu, Miroslava Klosego. Król strzelców Mistrzostw Świata 2006 oraz od lat czołowy snajper niemieckiej Bundesligi decyzję o wyborze kraju, który będzie reprezentował, podjął stosunkowo wcześnie, nie tworząc tym samym przestrzeni do potencjalnych spe­kulacji w tej kwestii.  

Zupełnie inaczej od historii tak Wilimowskiego, jak i Klosego, kształtowały się losy wspomnianego już Lu­kasa Podolskiego, który długo deklarował gotowość gry w koszulce z białym orłem na piersi, by ostatecznie wy­brać jednak grę dla Niemiec. Podolski często jednak podkreśla, że czuje się Polakiem, co zresztą niektórych kibiców nastraja do niego przychylnie, innych zaś do­prowadza do prawdziwej furii. Dla niektórych postawa tego jest jednak znakiem czasów i towarzyszących im zmian… 

Opisani piłkarze to prawdziwa śmietanka światowe­go futbolu. W barwach Niemiec, poza wirtuozami pił­ki nożnej, grali jednak też piłkarscy rzemieślnicy, któ­rzy swe rodzinne, a często i sportowe korzenie mają w naszym kraju. W latach 50. byli to Richard Herrmann i Fritz Laband, w latach 70. Harald Konopka, a w czasach nam bliższych Dariusz Wosz, który – co ciekawe – grał zarówno dla NRD, jak i dla zjednoczonych Niemiec oraz fantastyczny snajper Martin Max. Aktualnie do kategorii solidnych, lecz na pewno nie­wybitnych reprezentantów Niemiec z polskimi korze­niami zaliczają się między innymi: piłkarze Tim Borow­ski i Lukas Sinkiewicz oraz koszykarz Konrad Wysocki. 

W historii zdarzały się też przypadki smutne, by nie napisać tragiczne – jak losy dwóch ciotecznych bra­ci: Richarda i Leonarda Malików. Obaj w latach trzy­dziestych ubiegłego stulecia byli świetnymi piłkarza­mi, a nawet reprezentantami – z tą różnicą, że pierw­szy Niemiec, drugi zaś Polski. Obu jednak nie dane było przeżyć zawieruchy wojennej. Richard zginął na fron­cie wschodnim, jako żołnierz Wermachtu, Leonard zaś nie przeżył pobytu w obozie przejściowym dla wysiedla­nych z Polski Niemców. 

Przykładem sportowca, który mimo sprzyjających temu okoliczności, nie zrezygnował z polskiego pasz­portu, o obywatelstwie nie wspominając, jest czołowy kierowca Formuły 1, świeżo uznany w naszym kraju za sportowca roku – Robert Kubica. Pomimo faktu, iż re­prezentuje niemiecki zespół BMW Sauber a większość swojej kariery zawodniczej spędził poza granicami Pol­ski, nigdy nie uległ silnym – jak twierdzą niektórzy – sugestiom, aby zmienić obywatelstwo na niemieckie.

Tym samym, stał się idolem milionów starszych i młod­szych fanów sportów motorowych w naszym kraju. Nie umniejszając w niczym siły charakteru młodego kraku­sa, należy jednak uczciwie zaznaczyć, iż rozwój jego ka­riery przypada na okres, w którym polski paszport nie jest już źródłem jakichkolwiek komplikacji, o zagroże­niu życia, czy też bytu najbliższych nie wspominając. Nie zmienia to jednak faktu, iż przykład przedstawicie­la młodego pokolenia, jakim niewątpliwie jest nasz „as kierownicy”, jest budujący i godny naśladowania. 

Niezwykle ciekawym przypadkiem jest także historia życia i kariery Dariusza Michalczewskiego. „Tygrys”, już jako mistrz Polski, w 1988 r. zdecydował się nie wracać do Polski i opuścić przebywającą wówczas w Niemczech polską kadrę. Już z nowym obywatelstwem zdobył naj­pierw tytuł amatorskiego mistrza Niemiec, by później przyjąć status zawodowca i wspiąć się na sam szczyt ka­riery bokserskiej. Przez lata królował w kategoriach pół­ciężkiej i junior ciężkiej. W 2002 r. podjął jednak decy­zję o powrocie „pod polską banderę”. Pierwszy pojedy­nek, stoczony przez „Tygrysa” dla Polski odbył się we wrześniu 2002 r. w Brunszwiku. Zakończył się zwycię­stwem Michalczewskiego i obroną tytułu mistrza świa­ta.

Mimo, iż niewiele ponad rok później tytuł ten, zresz­tą w dosyć kontrowersyjnych okolicznościach, utracił, dla wielu kibiców decyzją o powrocie do reprezentowa­nia polskich barw odkupił swoją „zdradę”. Przykład Michalczewskiego, ogłoszonego przez pre­stiżową federację WBO w swojej wadze „championem wszechczasów”, dobitnie więc pokazuje jak łatwo kibice przechodzą z jednej skrajności do drugiej. Wśród piew­ców jego talentu mnóstwo jest bowiem osób, które naj­pierw odsądzały go od czci i wiary, by po „nawróceniu” się mistrza stać się jego najzagorzalszymi fanami.  

Polacy występowali również w barwach innych nie tylko Niemiec, ale i innych krajów. Najbardziej znani spośród nich to m.in.: legenda francuskiej piłki, Ray­mond „Kopa” Kopaszewski, reprezentujący barwy Ka­nady – niezwykle skuteczny – Tomasz Radzinski (m.in. król strzelców belgijskiej Jupiler pro League) czy też bę­dący przez długie lata symbolem Manchesteru United, bramkarz Peter Schmeichel. Przypadek tego ostatnie­go jest o tyle ciekawy, iż w jego ślady idzie również jego syn, 22-letni dzisiaj Kasper. Niewiele osób ma świado­mość, że korzenie obydwu są „bardzo polskie”, bowiem ojciec Petera, a dziadek Kaspera był Polakiem. To tyl­ko kilka z dziesiątek, jeśli nie setek takich przypadków. Wszystkie one, mimo, iż od czasu do czasu budzą cie­kawość, nie mogą być porównywane do przypadków, kiedy barwy polskie zamieniane były na niemieckie. Taka widać nasza specyfika… 

Po latach, w których pochodzący z naszego kraju sportowcy dostarczali emocji i przynosili chwałę in­nym nacjom, nasze federacje i związki zaczęły wykazy­wać na polu walki o nasze interesy w tym względzie co­raz większą aktywność. Polacy wychowani na sportowej obczyźnie częściej, niż w przeszłości trafiają pod skrzy­dła trenerów naszych, najpierw juniorskich, a później seniorskich reprezentacji. Najlepszym dowodem na to jest wciąż młody, ale już mogący pochwalić się wystę­pami w najlepszej koszykarskiej lidze świata NBA, Ma­ciej Lampe. Wychowany i ukształtowany koszykarsko w Szwecji i Hiszpanii młody gwiazdor, wybrał występy w biało-czerwonych barwach. 

Coraz częściej polscy skauci przeczesują boiska i hale naszych zachodnich sąsiadów, w poszukiwaniu następ­ców Klosego i Podolskiego. Trzeba też dodać, iż z coraz lepszym skutkiem. Przykładem są tu Euzebiusz Smola­rek, Sebastian Tyrała czy Kamil Wałdoch. Trend ten po­woli staje się na tyle powszechny, iż zaczął obejmować już nie tylko Polaków wychowanych na Renem i Łabą, ale także zamieszkujących inne, bardziej odległe kra­je, na co przykładem jest zainteresowany grą w naszych barwach piłkarz francuskiego OSC Lille, Ludovic Obra­niak. Batalie o młodych sportowców coraz częściej wygry­wamy, jednak wciąż zdarzają się nam na tym polu także porażki. Tak było w przypadku piłkarzy Andrew John­sona (wybrał barwy Albionu), Daniela Szeteli (USA) czy mającego zadatki na „króla pola karnego” Roberta Acquafresci (Włochy). 

Innym wątkiem są przypadki sportowców, którzy nie urodzili się nad Wisłą, nie posiadają też polskich ko­rzeni, reprezentowali jednak, bądź wciąż reprezentują, biało-czerwone barwy. Najbardziej znani w tym towa­rzystwie są niewątpliwie piłkarze: pochodzący z Nige­rii, bohater eliminacji do Mistrzostw Świata 2002 Em­manuel Olisadebe, czy też pierwszy muszkieter ekipy Leo Beenhakkera na ostatnich Mistrzostwach Europy 2008, zawodnik warszawskiej Legii, urodzony w Bra­zylii Roger Guerreiro.  

W nieodległej przeszłości orła na piersi nosili jednak również przedstawiciele innych dyscyplin, takich jak koszykówka (Amerykanie: Joe McNaull, Lewis Lofton czy Jeff Noordgard), siatkówka (Ukrainka z pochodzenia Maria Liktoras), żużel (Nor­weg Rune Holta), tenis stołowy (Chinki z urodzenia Xu Jie i Li Qian) czy też świetni w przeszłości kajakarze: Iwan Klementiew i Michał Śliwiński. Zresztą lista ta jest bardzo długa. Jak twierdzą wtajemniczeni, kiedyś niewiele brakowało, aby w naszych barwach występo­wał fenomen biegów średnich, trenowany przez Pola­ka, Sławomira Nowaka, Wilson Kipketer. Ostatecznie jednak zaszczyty i medale zdobywał reprezentując Da­nię.  

Bez względu na powody i przesłanki stojące za wyżej opisywanymi życiowymi wyborami, jedno jest pewne: sport zawsze budził i budzić będzie olbrzymie emocje. Coraz częściej zmagania na stadionach, bieżniach czy torach dla milionów ludzi stają się substytutem patrio­tyzmu i dumy narodowej. Pociąga to za sobą, podobnie zresztą jak w przeszłości, duże poczucie identyfikacji z głównymi aktorami tych zmagań. Tym samym w chwi­li, w której zmieniają oni barwy, z herosów, idoli i bo­haterów, stają się wrogami publicznymi numer jeden. Najzagorzalsi ich zwolennicy pierwsi zazwyczaj formu­łują wówczas zdania zawodu i oburzenia. Jako kibice mają zapewne do tego pewnego rodzaju prawo, jed­nak jako ludzie powinni pamiętać o tym, iż często nie do końca rozumieją i znają przesłanki takiego postę­powania. Pamiętajmy też, zwłaszcza w odniesieniu do ludzi takich jak Ernest Wilimowski, iż często owe wy­bory były niezwykle trudne i niejednoznaczne. Wydaje się, że najsprawiedliwszej ich oceny potrafi dokonać już tylko historia… 

Krzysztof Tenerowicz



Źródło: Artykuł ukazał się w kwartalniku Mysl.pl, numer 13, wiosna 2009

Data utworzenia: 2010-02-02 11:42:42  

Data ostatniej modyfikacji: 2010-02-02 12:00:59  


Link do tego artykułu:

Wyślij link - Powiadom znajomego

E-mail znajomego:
Temat:
Treść:
 

close


» Zobacz wszystkie artykuły z tego działu «


Do tego artykułu nie dodano jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy.

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

  .lokalna myśl   
"Czuwaj"ący już od 100 lat
        W dniach 16 – 23 sierpnia br. krakowskie Błonia zostały opanowane przez świętujących swe 100-lecie harcerzy. Właśnie bowiem w  „Mieście Królów Polskich” świętują oni w tym roku stulecie powstania harcerstwa w Polsce. Uroczystości oficjalnie zainaugurowane zostały 17 sierpnia na Rynku Głównym w Krakowie. W oficjalnym otwarciu uczestniczyli m.in. pr
więcej»  | » Zobacz wszystkie artykuły z regionu«
e-technologia w Małopolsce
W Hołdzie Powstańcom Warszawskim

nowe profile w naszym serwisie ostatnio pisali

Piast
Sylwester
Chruszcz
Krzysztof
Tenerowicz
© 2008    j7 technologies
    myśl
.ekologiczna .emigracyjna .eurorealistyczna .geopolityczna .gospodarcza .katolicka .kulturalna .narodowa .naukowa .polityczna .prorodzinna .serbołużycka .wschodnia .zachodnia


Piast
    recenzje
.Znad Dniepru nad Odrę
.W.Cejrowski - Wart zachwytów, pióro wyśmienite
    aktualności
.Kanał kwartalnika Myśl.pl na YouTube.
.Klub Myśl.pl "Jakiej prawicy potrzebuje Polska?"
.Klub Myśl.pl o Wojciechu Wasiutyńskim - relacja
.Nowy dział "Sonda Myśl.pl"
.Podsumowanie konferencji "W świecie ideologii - wielkie doktryny polityczne"
    polecamy
."O Kresach na toruńskim uniwersytecie" - Toruń - 21-22.05.2010r.
."Fikcja czy rzeczywistość? Wybór audycji Radia Szczecin z lat 1946-1989"-31.03.2010r., Szczecin
."Pistolet do wynajęcia" - 14. 12. 2009 - Lublin - patronat Myśl.pl
.„Zbrodniczość polityki a cywilizacje”, Prof. Feliks Koneczny - 21.10.2009 r. - Świdnica
    galeria
.Pierwsza powojenna procesja Bożego Ciała we Lwowie.
.Polskie festiwale w Chicago
.Wyspy Kanaryjskie (Hiszpania), wybory do PE 2009
.Liban, wybory parlamentarne 2009
.Lwów dzisiaj
    sonda
Która z wakacyjno - historycznych propozycji wydaje ci się najbardziej atrakcyjna:
Rekonstrukcja Bitwy Warszawskiej
Bitwa pod Grunwaldem
Inscenizacja Bitwy pod Mławą
Oblężenie Malborka
Manewry wojsk Księstwa Warszawskiego
Obóz wojsk Jana Kazimierza
 

 :: Wyniki ::