Weszliśmy w erę postindustrialną. W spuściźnie po przeszłości pozostała nam przestrzeń miejska wypełniona niezagospodarowanymi hektarami poprzemysłowymi. Zaobserwować można kilka pomysłów ich wykorzystania…
Pierwszy zakłada całkowitą rekultywację terenu, zniszczenie obiektów i przywrócenie obszaru miastu, który później przeznacza się na nowe funkcje – mieszkaniowe, handlowe, parkowe. Czasem zdarza się, że przeznacza się owe tereny na nowe centra miast rozwijających się, z racji tego, iż paradoksalnie to, co dziś byłoby nie do pomyślenia (umieszczanie ciężkiego przemysłu w centrum) miało miejsce w przeszłości.
Drugim pomysłem jest pozostawienie tych terenów samym sobie – stają się białymi plamami w tkance urbanistycznej, martwą materią, która doraźnie jest wykorzystywana przez przypadkowych użytkowników.Wydaje się, że wypośrodkowaniem między tymi dwoma dążeniami jest rewitalizacja – zmiana sposobu wykorzystywania, przy zachowaniu relatywnie dużej części zabudowy istniejących obiektów.
Przemysł rewitalizowany w mieście odnawia infrastrukturę, lecz nie zawsze ducha miejsca. Następuje zmiana istniejącego kompleksu, przy zachowaniu formy całkowita zmiana funkcji – z przemysłowej na handlową, usługową lub inną. Przestrzeń przemysłowa pragmatyczna, czysta przystosowana do wymogów produkcji i myśli technicznej, zostaje często na siłę wciągnięta w wir komercjalizacji – szukania każdej możliwej do wykorzystania powierzchni w imię źle rozumianego rozwoju miasta, osiedla itp.
Jak tereny poprzemysłowe wpływają na mieszkańców? Istnieją w świadomości i tkance miejsc, w których powstały. Mieszkańcy są z nimi powiązani wspomnieniami i emocjami. Nieczynne od lat fabryki były i są nadal „świadkiem” pierwszych schadzek, zabaw dzieciaków z okolic, które znajdują tam poligon doświadczalny i najlepszy plac zabaw, słowem – są integralną częścią miasta.
Miasto może nie być przygotowane na modyfikację ich przeznaczenia – zmianie ulega tkanka urbanistyczna wokół – może powstać pasożyt (niewydolność komunikacji, niekompatybilna funkcja zabijająca otoczenie), budynek wielkopowierzchniowy może „wysysać” ludzi z zewnątrz, co generuje problemy komunikacji i „opustoszałe” centra miast. Może też porządkować centrum, tworzyć je, przyciągając ludzi.
Nierzadko z racji swojego położenia w pobliżu, lub w samym środku miasta, tereny te stanowią cenną możliwość utworzenia nowego funkcjonalnego ośrodka, którego w wyniku lat nieprzemyślanego planowania nie udało się dotychczas wykształcić. Tereny poprzemysłowe stanowią w tym przypadku nieocenioną rezerwę powierzchni, która dzięki dobremu projektowi może być lekarstwem na brak centrum. Nowe usługi, ośrodki kulturalne, przestrzeń mieszkaniowa i rozrywkowa utworzyć mogą centrotwórczy punkt przyciągający ludzi do wewnątrz miasta. Przykładami takiego racjonalnego planowania są „Stary Browar” w Poznaniu i „Manufaktura” w Łodzi – subtelne dopełnienie, bez agresywnej „propagandy”, same są magnesami przyciągającym do centrum.
Nowoczesne budynki przemysłowe w miastach – muzeum Mercedesa w Stuttgarcie, nowa siedziba główna BMW w Monachium – przykłady budynków przemysłowych XXI wieku, które niekoniecznie mieszczą w sobie przemysł ciężki, stają się raczej wizytówką firmy, biurowcami, czystymi fabrykami pokazującymi proces produkcyjny, przyjazne dla odwiedzających i dla mieszkańców swoją wyjątkowością. Przyjazne dla mieszkańców, dlatego że nowy, „ładny budynek” powstał w mieście, stanowi punkt odniesienia i coś, z czym można się identyfikować – z czymś słynnym, pięknym, nowym łatwo się przecież identyfikujemy. Swoim wizerunkiem i nowoczesnością reklamują miejsce powstania.
Nieznaczna tylko ingerencja również może być odpowiednim środkiem do przywrócenia świetności dawno zapomnianej infrastrukturze. Tereny przemysłowe to również dawne osiedla robotnicze, układy stworzone w miastach typowo przemysłowych. W Polsce terenem bogatym w taką zabudowę jest Górnośląski Okręg Przemysłowy.
Osiedle Borsiga w Zabrzu – niegdyś jedno z najnowocześniejszych osiedli dla pracowników kopalni, podzielone na dwie części: północną, przeznaczoną dla pracowników technicznych i inżynierów oraz południową, dla robotników z kopalni.
Nikiszowiec w Katowicach – osiedle socjalne dla górników sąsiedniej kopalni. Zabudowa składa się z tzw. „familoków”, charakterystycznych budynków wielorodzinnych wykonanych z czerwonej cegły, które tworzą zwarte urbanistycznie kwartały. Giszowiec, również w Katowicach – osiedle ogród w zalesionym obszarze, zabudowa to domy przypominające formą tradycyjne zabudowania wiejskie z tamtych okolic.
Osiedla te, mimo że powstały w początkach XX wieku, do dziś funkcjonują. Wystarczy trochę farby, odnowienie infrastruktury technicznej, aby stały się na powrót małym rajem na ziemi, podobnie jak ma to miejsce w Nowej Hucie, idealnym układzie urbanistycznym stworzonym dla robotników Krakowa. Dziś, suksesywnie rewitalizowana przy zachowaniu pierwotnych założeń projektowych, jest funkcjonalnym, dobrze przemyslanym miejscem zamieszkania pełnym zieleni.
Paradoksalnie, dobrze służyć może brak działania. Teren przemysłowy stanowi wtedy relikt przeszłości, który o dziwo funkcjonuje, jest miejscem spontanicznego tworzenia architektury i adoptowania przestrzeni na nowe funkcje przez użytkowników: młodzież, okolicznych mieszkańców, grupy „zapaleńców” – np. fanów paintballa, itp. Przekształcają oni przestrzeń podług własnych potrzeb, nadając jej nowe znaczenie funkcjonalne. Relikt taki funkcjonuje jak wyrwa w czasoprzestrzeni – przeszłość, która nagle została przetransportowana w dzisiejszy czas. Jak Zona w filmie Andrzeja Tarkowskiego „Stalker”. W każdym większym mieście można znaleźć taką przestrzeń – Dworzec Świebodzki we Wrocławiu, tereny Stoczni Szczecińskiej, połowa Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego…
Wydaje się, że rewitalizacja jest dobra, ale wymaga – jak każdy projekt – dogłębnych analiz, z poszanowaniem ducha, obiektu, z rozeznaniem, co się działo i dzieje dziś w terenie opracowania, jak miejsce działało dawniej i jak działa teraz w mieście. Z rewitalizacją terenów poprzemysłowych prawdopodobnie powinno być jak z pisaniem: najpierw jest pomysł, wstępna analiza tematu, wyciąganie argumentów, potem zbieranie informacji, kolejna analiza tematu pod kątem zebranych już danych, a na końcu ostateczne szlify w postaci studiów formalnych. Ciągłe poszukiwanie, rekurencyjne zataczanie okręgów, które zbliża do ostatecznej formy, która jednak zawsze pozostaje otwarta…
Maciej Nisztuk - student Politechniki Wrocławskiej na Wydziale Architektury
Źródło: Artykuł ukazał się w kwartalniku Mysl.pl, numer 13, wiosna 2009
Wyślij link - Powiadom znajomego
Powiadom znajomego:




