Niekiedy zapominamy, że wdawanie się w roztrząsanie szczegółowych spraw, poszczególnych kazusów, bez uwzględnienia szerszego kontekstu, prowadzi do absurdalnych wniosków. W sposób szczególny dotyczy to dyscypliny wiedzy, jaką jest historia. Bowiem, aby zrozumieć naszą przeszłość, należy to robić na tyle umiejętnie, aby nie doprowadzić do jej zafałszowania, niedookreślenia, bądź też tworzenia „teorii na własny użytek”.
Istotnym przymiotem, a nawet cnotą, historyka jest pokora. Nakazuje ona badaczowi opisanie w możliwie jak najprecyzyjniejszy sposób zaistniałych faktów historycznych, nie dokonując jednocześnie ich ostatecznej i definitywnej oceny. Pozostawia to możliwości dopełnienia obrazu opisywanych wydarzeń. Stąd też przy konstruowaniu międzynarodowych opracowań dotyczących historii więcej niźli jednej państwowości czy też narodowości należy wykazać się nadzwyczajnym kunsztem warsztatu historycznego. Dotyczy to także programów nauczania czy podręczników szkolnych.
HISTORIA ZAKŁADA NARRACYJNY OBRAZ PRZESZŁOŚCI
Historia nie jest nauką empiryczną. Nie można jej w sposób fizyczny zmierzyć, zważyć, obliczyć objętości, masy atomowej etc. Jerzy Topolski tak ujmuje tę rzeczywistość: „historyk nie bada przeszłości jako czegoś będącego na zewnątrz niego, gotowego do badania, czy na nie czekającego, lecz, że badając przeszłość od początku tworzy jej narracyjny obraz”. Czymże jest owo „narracyjne tworzenie” przeszłości? Aby nie zamazać nadmiernym teoretyzowaniem powyższej kwestii, należy stwierdzić, że przeszłości nie da się powielić, skopiować. Przeszłość po prostu przestała istnieć i już nie powróci. W związku z tym, jeżeli nie można wydarzeń historycznych w sposób doskonały „odwzorować”, to pozostaje tylko niejako na nowo rekonstruować możliwie jak najwierniej całość wydarzeń i ich kontekst. W ten sposób tworzy się ową „narrację historyczną”.
Co jednak ważne, przeszłość rzeczywiście istniała i nie jest jakimś abstrakcyjnym tworem oderwanym od minionej już rzeczywistości. Jednak jej opis zależny jest od nas. Jerzy Topolski precyzuje to w sposób następujący: „przeszłość oczywiście istniała niezależnie od historyków, królowie żyli i prowadzili wojny, zaś zbrodnie Hitlera nie były złudzeniem czy wytworem wyobraźni, jednak po przeminięciu tego, co było, to wszystko zdane jest na naszą łaskę”. W tym miejscu zdaje się być celową uwagą, że to, co pisze się na temat przeszłości i kto to czyni, ma ogromne znaczenie w powstającym toku narracyjnym opisywanych wydarzeń historycznych. I żaden historyk o zdrowych zmysłach zaprzeczyć temu nie może. Zawsze niestety pozostaje jakiś „odcień subiektywizmu”. Mawia się, że „diabeł tkwi w szczegółach” i to jest w opisach historycznych taki właśnie „szczegół”.
SPÓR O PAMIĘĆ HISTORYCZNĄ?
Podobnie jak w dziejach wielu europejskich narodów, tak i w przypadku polsko-niemieckich zaszłości należy upatrywać przyczyny swoistego „sprzeczania się” o kształt historycznych opisów. W naszym przypadku konstruowanie historycznych opracowań różnych problemów, czy też podręczników szkolnych, musi nastręczać wiele niepokojów, budzić wątpliwości i kontrowersje. Temu nie można się dziwić. W przeszłości naszych narodów było bowiem wiele wydarzeń, które sprawiły, że bariera w realizacji wspólnego opisywania historii polsko-niemieckiej wydaje się być nie do pokonania. Jednak czy jest to wcale niemożliwe? Sceptyków nie brakuje… znacznie słabiej jest z entuzjastami. Zarówno strona niemiecka, jak i polska najczęściej zupełnie odmiennie opisują przeszłość, a szczególnie dzieje stosunków polsko-niemieckich. W tym wypadku jednak należałoby się kierować zasadami wyrachowanego, zdrowego rozsądku oraz rzetelnego opisywania faktów historycznych, jak i również zachodzących podczas biegu historii przemian społecznych i mentalnych naszych narodowości.
Warto się o historię twórczo wadzić i sprzeczać, lecz w istocie nie można jej przekłamywać. To zasadniczy wymóg, który trzeba spełnić, aby móc wspólnie pracować nad wspólnym i rzetelnym opracowaniem historycznym. Nie można na przykład twierdzić, że II wojna światowa była efektem imperialistycznych zapędów nazistów niemieckich (trzeba napisać wyraźnie także jakie oni mieli poparcie społeczne), podobnie jak nie można twierdzić, że na przykład Józef Piłsudski był piewcą demokracji. Po prostu trzeba uczciwości w pracach nad wspólnymi opracowaniami historycznymi. Wówczas takowe będą możliwe do zrealizowania. Tylko czy stać na taką uczciwość strony, które będą pracowały nad takimi opracowaniami? Trzeba także mieć pokorną świadomość, że wszystkiego z przeszłości nie da się opowiedzieć, opisać. Tym bardziej należy robić wszystko, aby to, co opisać można, było zgodne z zaistniałą w przeszłości rzeczywistością.
ZANIEDBANIE HISTORII
Wielu z nas w wieku szkolnym myślało o historii jako o niekończącym się ciągu zdarzeń i dat, od których zapamiętywania może co najwyżej rozboleć głowa… Pomimo to pamięć o przeszłości podtrzymywana była nieustannie nie tylko przez nauczycieli, ale także środowisko rodzinne, środki społecznego przekazu, czy obchodzenie świąt narodowych. Paradoksalnie epoka PRL-u, choć skażona zakłamywaniem historii i manipulacją faktami historycznymi, przyczyniła się do tego, iż uznano przeszłość za ważną. Propaganda PRL-u „tworzyła” historię na własny użytek – to prawda, ale największym pozytywem tego czasu było to, że historii nie pomijano! W naszych czasach jak magiczna mantra powtarzają się myśli: „po co wracać do przeszłości?”, „po co rozliczać przeszłość?”, „a kogo to teraz interesuje, zajmijmy się przyszłością…”. Jak się jednak okazuje, przeszłość nie jest bez znaczenia.
Wiele narodowości domaga się restytucji dóbr (choćby tych zagarniętych podczas II wojny światowej), zadośćuczynienia moralnego i finansowego. Na naszym polskim gruncie jeden po drugim padają autorytety, gdyż w świetle materiałów Służb Bezpieczeństwa PRL-u, okazało się, że byli to ludzie uwikłani we współpracę z tymi służbami (choć samych funkcjonariuszy o dziwo dotąd nie rozliczano). Okazuje się zatem, że przeszłość ma wpływ na nasze bieżące życie i nie warto popadać w zjawisko „zbiorowej amnezji”, gdyż ta powoduje, że błędnie odczytujemy i rozumiemy rzeczywistość wokół siebie. Niestety w Polsce w ciągu ostatnich lat niektóre ugrupowania polityczne zdają się jakby celowo zacierać subtelną granicę pomiędzy wykorzystywaniem historii dla celów politycznych, a rzetelną wiedzą historyczną.
To jednak nie wszystko! Wystarczy poczytać nową podstawę programową, aby spostrzec, że nastąpi wkrótce dalsze ograniczenie w możliwości przekazywania w sposób właściwy wiedzy historycznej młodemu pokoleniu Polaków. To niepokoi, a nawet napawa lękiem przed przyszłym pokoleniem, które, pozbawione wiedzy na temat przeszłości swojej ojczyzny, nie będzie w stanie zrozumieć mechanizmów społecznych i zmian, jakie w społeczeństwie zachodzą. Po prostu nie dostrzegą związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy ciągiem zdarzeń historycznych. Przekazywanie wiedzy historycznej i tradycji zaniedbywane jest także w wielu rodzinach, gdyż rodzice nie mają czasu na to, aby tę wiedzę przekazywać, lub – co gorsza – sami jej nie posiadają.
Na szczęście wielu miłośników historii i liczne instytucje podejmują różnorodne starania służące krzewieniu wiedzy historycznej: Ośrodek „Karta”, Instytut Pamięci Narodowej, archiwa, organizowane sympozja, wystawy, dni otwarte w różnych muzeach i wiele innych możliwości kontaktu z historią są zjawiskiem nader pozytywnym i pożądanym. Do nas wszystkich należy danie impulsu – szczególnie młodemu pokoleniu – do korzystania z tych wszystkich zasobów. Trzeba uczynić wszystko, aby o historii mówić, pisać i troszczyć się również o jej utrwalanie, abyśmy nie popełnili grzechu zaniedbania.
CIEKAWY ROK DLA POLSKI I NIEMIEC
Obecny rok zdaje się być czasem obfitującym w znamienne rocznice. Odwołajmy się choć do kilku z nich. Są nimi: 90. rocznica Traktatu Wersalskiego, który przywrócił nam byt państwowy, a dla Niemców był jednak – jak by tego nie ująć – wydarzeniem traumatycznym; następnie 70. rocznica wybuchu II wojny światowej, w której próbowano nas nie tylko pozbawić wolności, ale również wyniszczyć fizycznie; to wreszcie wydarzenia roku 1989, który zarówno w Polsce, jak i Niemczech stał się przełomem w upadku komunizmu i powojennego układu sił w Europie. Ciekawe jak formułować wspólne opisy tych wydarzeń, jak poprowadzić wspólną historykom narrację historyczną? W mediach jednak niewiele mówi się o wymienionych powyżej wydarzeniach. Dlaczego? Czyżby były to rocznice nazbyt drażliwe? Czy nie można właśnie przy takich okazjach szukać „historycznego porozumienia”?
W moim przekonaniu to właśnie doskonała okazja do dialogu na temat naszej wspólnej przeszłości. Zapewne były i ważniejsze momenty w polsko-niemieckiej historii, ale od czegoś rozpocząć trzeba – chyba, że nadal wolimy trwać w martwym punkcie i zasłaniać się pustymi deklaracjami. Trzech lub czterech historyków to zbyt mało, aby udźwignąć ciężar ogromnej odpowiedzialności za redagowanie polsko-niemieckich opracowań. Jeżeli pojawiają się poważne propozycje opracowywania wspólnych podręczników do nauczania historii, to najpierw pojawić się powinny rzetelne opracowania stricte naukowe. Dlatego postawić trzeba tezę, że o rocznicach obchodzonych w roku bieżącym trzeba było pomyśleć już wcześniej i wydać jakieś wspólne opracowanie dotyczące któregoś z wymienionych na początku niniejszego akapitu wydarzeń historycznych. To z pewnością przyniosłoby wiele pożytku.
SCEPTYCYZM HISTORYKA DROGĄ KU OBIEKTYWNOŚCI
Historyk w swojej pracy powinien kierować się zasadami, które w innych profesjach określa się mianem kodeksu etycznego. Choć i w tym przypadku można mówić o „etyce historyka”. Historyk ma bowiem wykazywać się możliwie najwyższym poziomem bezstronności w prowadzeniu badań i opisywaniu przeszłości. Nie jest to zadanie łatwe. Jest ono możliwe do zrealizowania pod warunkiem przyjęcia przez historyka sceptycznej postawy wobec posiadanej przez siebie wiedzy, a także wiedzy zdobytej przez innych badaczy. Nie chodzi tu o to, aby poddawać w wątpliwość całość stanu wiedzy, lecz aby jak najbardziej wyeliminować możliwość popełnienia błędów.
Historyka cechuje dążenie do swoiście rozumianej uczciwości zawodowej, którą określić można mianem obiektywizmu. Nie jest on niczym innym jak zwyczajną uczciwością badawczą. Rzetelny, obiektywny historyk nie przemilcza spraw niewygodnych dla własnego wartościowania, ani też nie uwypukla faktów, które potwierdzają słuszność przyjętej przez niego hierarchii wartości. Uczciwy historyk poszukuje także takich źródeł i opracowań, które mogłyby wprost godzić w jego dotychczasowe ustalenia i na tej podstawie weryfikuje posiadany przez siebie stan wiedzy. W ten sposób badacz przeszłości minimalizuje możliwość narażenia się na zarzut o nierzetelność i tendencyjny charakter przeprowadzonych przez siebie dociekań.
We wszelkich badaniach historycznych zasada ograniczonego zaufania do zdobytej wiedzy jest niezbędnym warunkiem potwierdzającym klasę badacza, bądź całego zespołu badaczy. Postulat o zachowanie postawy sceptycyzmu i uczciwości badawczej należy stawiać wobec historyków zarówno ze strony polskiej, jak i niemieckiej, którzy pracują lub w przyszłości będą pracowali nad wspólnymi opracowaniami historycznymi dotyczącymi naszych dziejów. Nie można o historii pisać tendencyjnie. Należy rzeczy nazywać po imieniu tak, aby z ofiar nie robić oprawców, a z oprawców – ofiar. Należy odróżnić twórców i ludzi zaangażowanych w propagowanie ideologii i systemów totalitarnych od biernych, zbyt słabych, aby się im przeciwstawić i od tych, którzy mieli odwagę wprost z nimi walczyć. Poprzez uczciwość badawczą uniknie się przede wszystkim manipulowaniem historią na czyjąkolwiek korzyść. Być może często jest tak, że nie uda się dociec do prawdy, jednak przynajmniej nie „stworzy się” kłamstwa uznawanego za prawdę.
ks. Jacek Brakowski SDB
(Katecheta, wychowawca młodzieży i nauczyciel historii w Szkołach Salezjańskich w Szczecinie, autor prac z historii Kościoła, członek Komisji Historycznej procesu beatyfikacyjnego II grupy męczenników II wojny światowej, doktorant na Wydziale Nauk Historycznych UMK w Toruniu)
Źródło: Artykuł ukazał się w kwartalniku Myśl.pl, numer 13, wiosna 2009
Wyślij link - Powiadom znajomego
Powiadom znajomego:




