Kontakt

Wydawcą portalu internetowego „www.mysl.pl” oraz pisma - kwartalnika „Mysl.pl” jest: Fundacja im. Bolesława Chrobrego, ul. 5 Lipca 19A/10 70-376 Szczecin

Kontakt z koordynatorami portalu internetowego „www.mysl.pl”:

Informację oraz pytania prosimy przesyłać na adres poszczególnych koordynatorów myśli tematycznych lub lokalnych. Każdy z koordynatorów posiada maila w zależności od działu, którym się zajmuje np. dział myśl ekologiczna to adres e-mail: ekologiczna@mysl.pl lub dział myśl małopolska to adres e-mail: malopolska@mysl.pl. Jeśli wystąpią problemy, z którymi koordynatorzy poszczególnych działów nie będą mogli się zająć, wówczas prosimy o maila na adres: koordynator@mysl.pl 


Kontakt z redakcją kwartalnika  „Mysl.pl”

Sekretariat: Tomasz Pęski
e-mail: redakcja@mysl.pl
close
     Myśl.pl Twoją stroną startową  Szybki kontakt do redakcji        Czwartek, 9 Września 2010    
Strona główna Portal Pismo Kontakt Newsletter Kluby myśli Sprzedaż Przyjaciele
  Zaloguj się     login  hasło  Rejestracja
wyszukaj      

artykuły
autor, tytuł, treść
użytkownicy
imie, nazwisko, email, miasto, województwo, pseudonim
Zobacz wszystkich użytkowników
Drukuj   
prof. P.Waingertner: Redaktor – rzecz o Giedroyciu

Nie sposób było pozostawać obo­jętnym wobec niego, głoszonych przezeń poglą­dów i podejmowanych działań. W Drugiej Rzeczypo­spolitej, deklarując się jako konserwatysta i piłsud­czyk, był przedmiotem krytyki zarówno ze strony za­chowawców, jak i zwolenników Marszałka. Ci pierw­si zarzucali mu nadmierne „socjalizowanie”, dru­dzy – poddawanie w wątpliwość politycznego au­torytetu następców Piłsudskiego. Nie pozostawia­li na nim suchej nitki również narodowcy i socjali­ści, dyskredytując zasadnicze tezy jego publicystyki.

Po II wojnie światowej podzielił zarówno polską emigrację, jak też antykomunistyczną opozycję w kra­ju. Jedni widzieli w nim „księcia niezłomnego”, praw­dziwego męża stanu, wizjonera ukazującego perspek­tywy suwerennej i demokratycznej przyszłości nie tylko dla Polski, ale całego regionu Europy Środko­wo-Wschodniej, zniewolonego przez Sowietów. Inni krytykowali go, widząc w jego postępowaniu politycz­ną naiwność, złudną wiarę w demokratyczną ewolu­cję komunistycznego systemu, brak pryncypialnego stanowiska wobec PRL-u, słabość wobec „skruszo­nych” komunistów oraz nadmierny krytycyzm wo­bec antyreżimowej opozycji w kraju.  

Dla peerelow­skich władz był „agentem CIA”, tymczasem dla Ame­rykanów i instytucji Stanów Zjednoczonych, współ­pracujących ze środowiskami polskiej emigracji, za­wsze pozostawał „niepokornym” i „niezależnym” Po­lakiem. Po upadku Związku Sowieckiego i odzyskaniu niepodległości przez Polskę nadal budził kontrower­sje – podejmowana przezeń krytyka nowych elit po­litycznych Trzeciej Rzeczypospolitej dla jednych była dowodem patriotycznej troski, dla innych – przeja­wem emigracyjnego syndromu oderwania się od kra­jowej rzeczywistości.  

Z PUBLICYSTY PREMIER?  

Bohater niniejszego artykułu urodził się 27 lipca 1906 r. w Mińsku. Przyszedł na świat jako potomek stare­go spolonizowanego litewskiego rodu, któremu nie­gdyś przysługiwał nawet tytuł książęcy, ale w począt­kach XX stulecia był on tylko wspomnieniem świet­nej przeszłości – ojciec Jerzego zarabiał na życie jako farmaceuta. Dzieciństwo przyszły redaktor „Kultu­ry” spędził w Rosji – w Mińsku, Moskwie i Peters­burgu.  

Po odzyskaniu przez Rzeczpospolitą niepod­ległości Giedroyciowie, jak wiele innych polskich ro­dzin rozsianych po dawnym carskim imperium, prze­nieśli się do odrodzonej ojczyzny. Osiedli w stolicy, gdzie Jerzy ukończył w 1924 r. prestiżowe gimnazjum im. Jana Zamoyskiego, a następnie rozpoczął pięcio­letnie studia prawnicze na Uniwersytecie Warszaw­skim. Po ich ukończeniu studiował jeszcze w latach 1930-1931 historię. Równocześnie podjął pracę za­robkową – najpierw na stanowisku referenta praso­wego i parlamentarnego w Ministerstwie Rolnictwa, następnie jako naczelnik wydziału prezydialnego w Ministerstwie Przemysłu i Handlu. 

Jednak to nie kariera urzędnicza, ale działalność społeczno-polityczna – a nade wszystko dziennikar­ska i publicystyczna – okazała się prawdziwym życio­wym wyborem Giedroycia. Jeszcze podczas studiów udzielał się w akademickim życiu organizacyjnym – był prezesem korporacji „Patria” i Koła Międzykor­poracyjnego w Warszawie oraz pracownikiem dzia­łu zagranicznego Naczelnego Komitetu Akademickie­go Polskiego Związku Młodzieży Akademickiej. Sze­fował też redakcji „Dnia Akademickiego”, będącego dodatkiem do pisma „Dzień Polski”. Swym poglądom politycznym dał wyraz, stając się jednym z przywód­ców konserwatywnej i propiłsudczykowskiej organi­zacji Myśl Mocarstwowa.  

Należał również do ścisłego grona kierowniczego innych zachowawczych struk­tur – Związku Pracy Mocarstwowej i Związku Dru­żyn Ludowych Mocarstwowej Polski. Zadbał także o odpowiednią trybunę dla głoszenia bliskich mu kon­cepcji politycznych i społeczno-gospodarczych, prze­kształcając w 1931 r. „Dzień Akademicki” w samo­dzielny dwutygodnik „Bunt Młodych”, który następ­nie zmienił nazwę na „Polityka. Dawniej «Bunt Mło­dych»”. Zdołał też zebrać wokół tego pisma najlepsze pióra nowego pokolenia polskiego dziennikarstwa. Dla „Buntu Młodych”, a później „Polityki” pisali wy­bitni młodzi konserwatywni publicyści, m.in.: Ksawe­ry i Mieczysław Pruszyńscy, Stefan Kisielewski i trzej bracia Bocheńscy – Aleksander, Innocenty, a przede wszystkim prawdziwe „cudowne dziecko polskiej po­lityki”, Adolf.  

Giedroyc nie zamierzał też poprzestać na komen­towaniu i recenzowaniu wydarzeń i procesów poli­tycznych, zachodzących na polskiej scenie politycz­nej. Pod koniec lat trzydziestych planował wprowa­dzenie do parlamentu grupy młodych działaczy, zwią­zanych z „Polityką”, a o prestiżu, jakim cieszył się we własnym środowisku może świadczyć fakt, iż widziało ono w nim nawet… przyszłego premiera. 

ZBUNTOWANY KONSERWATYSTA 

W 1938 r. ukazał się drukiem – zatytułowany cokol­wiek na wyrost, choć zarazem porywająco – program środowiska skupionego wokół „Polityki”: „Idea Pol­ski imperialnej”. Odrzucał on koncepcję polityki jako wolnej gry partii politycznych – wcieleń „demagogii, sobkostwa i nieuctwa” – dla których głównym celem miało być zdobycie władzy i zaspokajanie osobistych ambicji przywódców a instrumentem działania popu­lizm i pochlebstwo, żerujące na niewiedzy i naiwno­ści społeczeństwa.

Prawdziwa praca państwowotwór­cza, według autorów dokumentu, wymagała uczci­wego kształtowania opinii mas, nie zaś ulegania jej. Działalności politycznej nie wolno było oddzielać od troski o najwyższe dobro wspólne – państwo polskie. Polityka, zdaniem twórców „Idei Polski imperialnej”, była sferą nacechowaną etycznie i żądała respektowa­nia podstawowych norm. Najcenniejszym kapitałem działacza politycznego i państwowego miał być jego autorytet moralny. Nie można go było jednak zdobyć „schylając się po błoto, którym się rywale polityczni wzajemnie obrzucają”.  

Jakie jednak były ówczesne poglądy polityczne sa­mego Giedroycia? Trudno je określić jednoznacz­nie. Był konserwatystą, który nie odżegnywał się od wprowadzania prosocjalnego ustawodawstwa w imię wzmocnienia państwa i zarzucał staremu pokoleniu zachowawczych polityków klasowy egoizm. Był zde­klarowanym demokratą, który gotów był jednak po­święcić prawa obywatelskie na ołtarzu politycznej stabilizacji i udoskonalenia ustroju. Jak wspominał później: „gdy usprawiedliwiałem działania niekonsty­tucyjne czy sam usiłowałem je podejmować, miałem na widoku naprawę państwa, uczynienie go lepszym, bardziej sprawiedliwym, bardziej logicznym. Dlate­go np. uważałem Brześć za uzasadniony. Centrolew był realnym zagrożeniem, zamierzał robić w Polsce rewolucję…  

Internowanie działaczy Centrolewu było w tych warunkach aktem obrony koniecznej, chociaż gwałciło immunitet poselski i było nielegalne, leża­ło w interesie państwa”. Był wreszcie Giedroyc zwo­lennikiem Polski suwerennej i potężnej, który jednak w imię ratowania narodowej substancji gotów był u schyłku lat trzydziestych uznać brutalne potrzeby – tak jak je rozumiał – „Realpolitik” i iść wobec zagro­żenia niemieckiego na daleko idący kompromis z Hi­tlerem.  

Chyba najlepiej pasowało do niego określenie „państwowiec”, którego często używali dla scharakte­ryzowania swej postawy ideowej piłsudczycy, podkre­ślając, że tradycyjne podziały polityczne straciły ak­tualność, a priorytetem dla wszystkich obywateli od­rodzonej Rzeczypospolitej powinno być wzmacnianie państwa przy użyciu wszelkich środków – zarówno postulowanych przez prawicę, jak i lewicę. 

WYBORY EMIGRANTA – DYPLOMATA, ŻOŁNIERZ, DZIENNIKARZ 

Po wybuchu II wojny światowej Giedroyc jako wy­soki urzędnik Ministerstwa Przemysłu i Handlu zo­stał ewakuowany do Rumunii, gdzie najpierw peł­nił funkcję osobistego sekretarza swego byłego sze­fa z Ministerstwa Rolnictwa – Rogera Raczyńskiego, wykonującego obowiązki ambasadora Rzeczypospo­litej Polskiej w Bukareszcie. Po likwidacji ambasady został kierownikiem Wydziału Polskiego przy posel­stwie chilijskim w stolicy Rumunii, a zarazem współ­pracownikiem poselstwa angielskiego, reprezentują­cego interesy polskie wobec władz rumuńskich. Wio­sną 1941 r. został ewakuowany do Stambułu. Tam zgłosił się do służby wojskowej, a następnie wyjechał do Palestyny, gdzie wstąpił do Samodzielnej Bryga­dy Strzelców Karpackich. W jej szeregach uczestni­czył później w kampanii libijskiej i walkach o Tobruk.  

Jednak ponownie upomniała się o niego publicy­styka i świat polityki. I on sam, i jego przełożeni wie­dzieli, że mimo wojennego czasu nie karabinem, ale piórem – czy raczej maszyną do pisania – mógłby zro­bić dla sprawy polskiej znacznie więcej niż zwykły żoł­nierz. W latach 1943-1944 kierował Wydziałem Cza­sopism i Wydawnictw Wojskowych Biura Propagan­dy Drugiego Korpusu Polskiego, a w latach 1944-1945 pracował w Centrum Wyszkolenia Broni Pancernej w Gallipoli. Ostatecznie w 1945 r. objął stanowisko dy­rektora Departamentu Europejskiego Ministerstwa Informacji Rządu Rzeczypospolitej Polskiej w Londy­nie. To właśnie wtedy na emigracji poznał ludzi, któ­rzy będą w przyszłości poprzez swą działalność orga­nizacyjną i intelektualną aktywność prawdziwymi fi­larami środowiska paryskiej „Kultury” – małżeństwo Hertzów, Juliusza Mieroszewskiego, Gustawa Her­linga-Grudzińskiego i Józefa Czapskiego. 

W 1946 r. Giedroyc zdecydował się na krok, któ­ry – jak się później okazało – zadecydował o całym jego przyszłym życiu. Dzięki organizacyjnej i finanso­wej pomocy Drugiego Korpusu i kredytowi zaciągnię­temu w tzw. Funduszu Żołnierskim założył w Rzymie wydawnictwo książkowe, któremu nadał nazwę In­stytutu Literackiego. Rozpoczął też natychmiast druk nowego pisma – „Kultury”. Pierwszy numer perio­dyku ukazał się w czerwcu 1947.  Następnie (za zgo­dą patronującego przedsięwzięciu generała Andersa) redakcja została przeniesiona do Francji.

Początkowo zainstalowano ją w miejscu symbolicznym dla dzie­jów Polski – w słynnym Hotelu Lambert, czyli daw­nej siedzibie przywódcy polskiej emigracji po powsta­niu listopadowym – księcia Adama Jerzego Czarto­ryskiego. Później umiejscowiono ją – jak się okazało, już na stałe – w małej podparyskiej posiadłości Ma­isons-Laffitte. Tam też po spłaceniu zobowiązań wo­bec Drugiego Korpusu, zaczęła ona funkcjonować jako instytucja całkowicie niezależna, której jedyną zwierzchnością był – jak go określali dobrodusznie jego zwolennicy i złośliwie adwersarze – „Książę Re­daktor”. 

„KSIĘSTWO MAISONS-LAFFITTE” 

W zamierzeniu samego Giedroycia Instytut Literac­ki, redakcja „Kultury” i wydawane przez nią czasopi­smo, miały do odegrania potrójną rolę. Po pierwsze miały stanowić okruch niepodległej Polski, emigra­cyjną „eksterytorialną” ambasadę Sprawy Polskiej, przypomnienie prawdy o Tej, co „nie zginęła, kiedy my żyjemy”, trwające wbrew przeciwnościom „ku po­krzepieniu serc”. Po drugie miała pełnić rolę aktyw­nego ośrodka kultury polskiej, instrumentu promo­cji niezależnej polskiej literatury – to tu przecież w przyszłości mieli publikować swoje książki i artyku­ły wspomniany już wcześniej Herling-Grudziński, noblista Czesław Miłosz, Józef Mackiewicz, Andrzej Bobkowski, Witold Gombrowicz, czy Jerzy Stempow­ski.  

Wreszcie – i kto wie, czy ta funkcja „księstwa Ma­isons-Laffitte” nie była dla pragmatyka Giedroy­cia najważniejsza – Instytut Literacki miał stano­wić ośrodek inicjujący, generujący wielką ogólnona­rodową dyskusję o sprawach dla Polaków po II woj­nie światowej najważniejszych – jak odzyskać nie­podległość? Jaka będzie przyszłość Europy Wschod­niej? Czy możliwa jest ewolucja komunistycznego re­żimu? Jaka powinna być taktyka opozycji w kraju i polskiej emigracji? W debacie tej z założenia nie było wykluczonych. Przeciwnie – Giedroyc wyraźnie zmie­rzał do tego, aby „burza mózgów” wokół „Kultury” na­cechowana była swoistym eklektyzmem ideologicz­nym. Nie brakowało w niej głosów konserwatystów, piłsudczyków, liberałów, narodowców, ludowców, so­cjalistów, a nawet nawróconych komunistów, wierzą­cych w możliwość demokratyzacji i liberalizacji syste­mu panującego za „żelazną kurtyną”.  

W dyskusji tej zabierali głos z jednej strony nie­przejednani antykomuniści, którzy nawoływali do międzynarodowej zbrojnej krucjaty przeciwko bol­szewizmowi, z drugiej byli decydenci PRL, zrażeni do systemu, pragnący „socjalizmu z ludzką twarzą”. Próbowali w jej trakcie przekonywać do swoich racji nieprzejednani niepodległościowcy, którzy traktowa­li PRL jako kolonię Związku Sowieckiego, odmawia­jąc jakichkolwiek kontaktów z „sowieckimi namiest­nikami w Warszawie”, a zarazem zwolennicy „polityki drobnych kroków”, utrzymywania dialogu z reżimem, liczący na możliwość efektywnego wpływania w ten sposób na ewolucję systemu. Pisali do „Kultury” pu­blicyści i politycy emigracyjni, a także krajowi – pod pseudonimami lub własnymi nazwiskami – płacąc za to często cenzorskim zapisem i ostracyzmem w PRL. 

Warto też pamiętać, że na „Kulturze” (ogółem uka­zało się 637 numerów tego pisma; ostatni w paździer­niku 2000 r., gdyż druk zakończył się – zgodnie z ży­czeniem Giedroycia – wraz z jego śmiercią) i książ­kach wybitnych polskich autorów – pisarzy i publi­cystów – ukazujących się od 1953 r. w tzw. Bibliote­ce „Kultury” (do 2000 r. 511 tomów!), nie zamykała się aktywność wydawnicza Instytutu Literackiego. Od 1962 r. zainicjował on druk nowego periodyku – „Ze­szytów Historycznych”. Wydawnictwo to, poświęco­ne dziejom najnowszym Polski i Europy Wschodniej, ukazuje się do dziś (na druk oczekuje obecnie 166 nu­mer). I trzeba by jeszcze dodać, by dotrzymać kroni­karskiej skrupulatności, że Giedroyc był równocze­śnie członkiem kolegium redakcyjnego pisma rosyj­skich dysydentów „Kontynent” oraz wchodził w skład rady redakcyjnej ukraińskiego emigracyjnego kwar­talnika „Widnowa”. 

KIJ W MROWISKU 

Otwartość dyskusji w środowisku skupionym wokół „Kultury” niejednokrotnie skutkowała ostrymi spię­ciami pomiędzy jej uczestnikami i oskarżeniami pod adresem samego Giedroycia o „flirtowanie z komu­nistami”. Tak było m.in., kiedy w październiku 1956 r. publicznie udzielił poparcia ówczesnemu nowemu I sekretarzowi Komitetu Centralnego Polskiej Zjed­noczonej Partii Robotniczej, Władysławowi Gomuł­ce, widząc w represjonowanym wcześniej przez sta­linowców towarzyszu „Wiesławie” potencjalnego au­tora liberalizacji systemu. „W imię wolności nie od­rzucamy pół-wolności w imieniu tych, którzy od lat szesnastu pozbawieni są w ogóle wolności” – pisano w tym czasie na łamach „Kultury”.

Z myślą o możliwości ewolucji ustroju PRL-u w kie­runku przynajmniej względnej demokratyzacji i po­szanowania podstawowych praw obywatelskich nie rozstał się zresztą redaktor „Kultury” do końca istnie­nia PRL-u. Tyle tylko, że lokował swoje nadzieje we wciąż nowych postaciach i środowiskach. Kiedy bu­dowa przez Gomułkę „socjalizmu z ludzką twarzą” za­kończyło się w istocie na wybijaniu zębów, Giedroyc postawił z kolei na zbuntowanych partyjnych rewizjo­nistów. Nie przypadkiem to właśnie w „Kulturze” i w Instytucie Literackim ukazały się publikacje byłego najbliższego współpracownika Gomułki, Władysława Bieńkowskiego. To w „Kulturze” wydrukowano rów­nież głośny „List otwarty do Partii” autorstwa Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego. 

Z drugiej strony Giedroyc potrafił być niezwykle krytyczny wobec narodowych świętości i bohaterów. Nie podobał mu się – tak dokładnie miał się wyra­zić – polski papież, któremu zarzucał między inny­mi niedostateczne, jego zdaniem, otwarcie na dialog z prawosławiem i propagowanie postawy tradycyjnego polskiego patriotyzmu powiązanego z katolicyzmem i nieufnego wobec wartości liberalnych. Po podpisa­niu umów sierpniowych 1980 r. krytykował „Solidar­ność”, dostrzegając w jej działaniach nadmierny ra­dykalizm i nieuzasadniony optymizm w postrzeganiu rzekomej słabości reżimu PRL-u.  

Brak swoistej „politycznej poprawności” Giedroyc demonstrował również w odniesieniu do problema­tyki międzynarodowej. Inaczej niż większość polity­ków i działaczy emigracji, nie ubiegał się o dotacje z amerykańskiego Komitetu Wolnej Europy zasilanego przez CIA. Krytykował również Rozgłośnię Polską Ra­dia Wolna Europa za finansową zależność od Stanów Zjednoczonych. Sam roztropną gospodarką, skrupu­latnym i pomysłowym wykorzystywaniem wszelkich dostępnych możliwości zapewnił Instytutowi Literac­kiemu niezależność finansową ściśle związaną prze­cież z niezależnością polityczną.  

Już od 1954 r. nawo­ływał też do zjednoczenia Niemiec. Głośno było rów­nież wśród polskiej emigracji o demonstracyjnym sprzeciwie środowiska „Kultury” wobec stanowiska polskiego rządu na uchodźstwie, który pryncypialnie stał na stanowisku restauracji granic państwowych Rzeczypospolitej sprzed 1939 r. Natomiast gorąco po­pierał Giedroyc ideę przywrócenia niepodległości re­publikom nadbałtyckim: Litwie, Łotwie i Estonii oraz Białorusi i Ukrainie, widząc w tym gwarancję nowego stabilnego porządku w regionie Europy Wschodniej, uniemożliwiającego na przyszłość powrót sowieckiej czy rosyjskiej dominacji na tym obszarze.  

WOBEC TRZECIEJ RZECZYPOSPOLITEJ 

Po 1989 r. redaktor „Kultury” nadal szokował wie­lu – nawet spośród jego najbliższych współpracow­ników i admiratorów – swymi sądami odnoszący­mi się do polskiej i międzynarodowej rzeczywistości. Otwarcie stwierdzał, iż obozowi politycznemu wywo­dzącemu się z dawnej „Solidarności” brakuje wybit­nych mężów stanu i wielkich programów politycz­nych. Odmówił również pryncypialnie – zaskakując zwłaszcza tych, którzy wcześniej zarzucali mu nad­mierną pobłażliwość wobec komunistycznego reżimu i konszachty z byłymi komunistami – przyjęcia w la­tach dziewięćdziesiątych Orderu Orła Białego i przy­jazdu do nowej Polski, motywując te decyzje faktem, iż Trzecia Rzeczpospolita nie odcięła się dostatecznie od dziedzictwa PRL-u.  

Ten krok wydaje się tym bar­dziej znaczący, iż równocześnie przyjmował inne za­graniczne odznaczenia i wyróżnienia – przyznawa­ne również przez rządy państw Europy Wschodniej, które wspólnie z Polską wychodziły ze stanu podpo­rządkowania Związkowi Sowieckiemu na arenie mię­dzynarodowej a w stosunkach wewnętrznych zrywa­ły radykalnie z systemem komunistycznym. Warto tu wymienić chociażby honorowe obywatelstwo Litwy z 1997 r. i przyznany mu rok później przez Wilno Order Giedymina (został również odznaczony francuskim Krzyżem Oficerskim Legii Honorowej).  

Krytykował Giedroyc „pierwszego niekomunistycz­nego premiera” Tadeusza Mazowieckiego. W 1990 r. pisał o nim wręcz, iż „jego kurczowe szukanie opar­cia w Związku Sowieckim przeciwko ewentualnemu niebezpieczeństwu niemieckiemu i chęć utrzymania garnizonów sowieckich w Polsce zanadto przypomi­na Targowicę”. „Z jednej strony wisi się u klamki Gor­baczowa, a z drugiej u klamki amerykańskiej” – re­cenzował złośliwie brak jednoznacznie prozachodnie­go stanowiska nowego gabinetu.  

Był pełen rezerwy wobec „planu Balcerowicza”, zarzucając ówczesnemu wicepremierowi niedostrzeganie ludzkiego, socjalne­go wymiaru gospodarki. W 1991 r. w koresponden­cji z przyjaciółmi komentował nieco zgryźliwie pomy­sły jego uhonorowania, jakie pojawiały się wśród emi­gracji: „pomysł wysunięcia Balcerowicza do nagrody Nobla jest humorystyczny i kompromitujący. Mniej się dziwię Nowakowi [chodziło o Jana Nowaka-Je­ziorańskiego, kuriera Polskiego Państwa Podziemne­go z okresu II wojny światowej, szefującego po jej za­kończeniu m.in. Sekcji Polskiej Radia Wolna Euro­pa – przyp. P. W.], natomiast znacznie bardziej Brze­zińskiemu [mowa o doradcy amerykańskich prezy­dentów, znanym politologu i sowietologu Zbigniewie Brzezińskim– przyp. P. W.]”.  

Jerzy Giedroyć zmarł w nocy z 14 na 15 września 2000 r. po krótkiej chorobie w Maisons-Laffitte. Do dziś dla jednych pozostaje jedną z najwybitniej­szych postaci polskiej publicystyki i polityki minione­go stulecia, dla innych – publicystą o wielkich zasłu­gach dla sprawy polskiej, ale równocześnie ferującym sądy kontrowersyjne, a niekiedy wprost niesprawie­dliwe dla uczestników polskiego życia politycznego.  

I to właśnie – prowokowanie konfrontacji poglądów i argumentów także na swój własny temat – chyba sam poczytywałby za swą największą zasługę dla narodo­wej debaty o przeszłości, współczesności i przyszłości Polski i Polaków. Zachęcał bowiem do wymiany ocen. W wirze sprzecznych opinii i przeciwstawnych argumentów czuł się jak ryba w wodzie. Nie znosił ugłaskanej po­prawności, apriorycznych sądów, tez rozpoczynają­cych się od słów „nie wypada”. Siebie, własnych po­glądów i podejmowanych działań nie stawiał przy tym poza nawiasem. Całym swym życiem i publicznym za­angażowaniem prowokował do wyrazistych ocen.

prof. Przemysław Waingertner



Źródło: Artykuł ukazał się w kwartalniku Myśl.pl, numer 13, wiosna 2009

Data utworzenia: 2010-03-01 18:31:44  

Data ostatniej modyfikacji: 2010-03-03 18:25:28  


Link do tego artykułu:

Wyślij link - Powiadom znajomego

E-mail znajomego:
Temat:
Treść:
 

close


» Zobacz wszystkie artykuły z tego działu «


Do tego artykułu nie dodano jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy.

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

  .lokalna myśl   
"Czuwaj"ący już od 100 lat
        W dniach 16 – 23 sierpnia br. krakowskie Błonia zostały opanowane przez świętujących swe 100-lecie harcerzy. Właśnie bowiem w  „Mieście Królów Polskich” świętują oni w tym roku stulecie powstania harcerstwa w Polsce. Uroczystości oficjalnie zainaugurowane zostały 17 sierpnia na Rynku Głównym w Krakowie. W oficjalnym otwarciu uczestniczyli m.in. pr
więcej»  | » Zobacz wszystkie artykuły z regionu«
e-technologia w Małopolsce
W Hołdzie Powstańcom Warszawskim

nowe profile w naszym serwisie ostatnio pisali

Piast
Sylwester
Chruszcz
Krzysztof
Tenerowicz
© 2008    j7 technologies
    myśl
.ekologiczna .emigracyjna .eurorealistyczna .geopolityczna .gospodarcza .katolicka .kulturalna .narodowa .naukowa .polityczna .prorodzinna .serbołużycka .wschodnia .zachodnia


Piast
    recenzje
.Znad Dniepru nad Odrę
.W.Cejrowski - Wart zachwytów, pióro wyśmienite
    aktualności
.Kanał kwartalnika Myśl.pl na YouTube.
.Klub Myśl.pl "Jakiej prawicy potrzebuje Polska?"
.Klub Myśl.pl o Wojciechu Wasiutyńskim - relacja
.Nowy dział "Sonda Myśl.pl"
.Podsumowanie konferencji "W świecie ideologii - wielkie doktryny polityczne"
    polecamy
."O Kresach na toruńskim uniwersytecie" - Toruń - 21-22.05.2010r.
."Fikcja czy rzeczywistość? Wybór audycji Radia Szczecin z lat 1946-1989"-31.03.2010r., Szczecin
."Pistolet do wynajęcia" - 14. 12. 2009 - Lublin - patronat Myśl.pl
.„Zbrodniczość polityki a cywilizacje”, Prof. Feliks Koneczny - 21.10.2009 r. - Świdnica
    galeria
.Pierwsza powojenna procesja Bożego Ciała we Lwowie.
.Polskie festiwale w Chicago
.Wyspy Kanaryjskie (Hiszpania), wybory do PE 2009
.Liban, wybory parlamentarne 2009
.Lwów dzisiaj
    sonda
Która z wakacyjno - historycznych propozycji wydaje ci się najbardziej atrakcyjna:
Rekonstrukcja Bitwy Warszawskiej
Bitwa pod Grunwaldem
Inscenizacja Bitwy pod Mławą
Oblężenie Malborka
Manewry wojsk Księstwa Warszawskiego
Obóz wojsk Jana Kazimierza
 

 :: Wyniki ::